Miałem raz sen i w tym śnie świeciło tak pieknie słonce,
i grała tak pieknie muzyka
Miałem raz sen przecudowny,
w którym patrząc prosto w słonce,
ujrzałem świat tak ogromny,
gdzie szczeście jak potok górski rwące,
było we wszystkim na co spojrzałem,
czego dotknąłem swą dłonią,
ja słów wymówia tam nie śmiałem,
gdy szedłem rozpostartą drogą.
Droga, która raz teczą była,
to znów poranną mgłą o świcie,
która jak przyjaciółka miła,
co pocałunki rozdaje skrycie,
była miłością, była szcześciem,
którego ja - człowiek ułomny,
do konca zgłebia nie umiałem;
byłem w tym świecie całkiem bezwolny.
Ja mogłem czua - mogłem prze?ywaa,
mogłem sie cieszyć i kochać mogłem,
lecz zrozumiałem owocu drzewa,
do konca snu zerwać nie mogłem.
|