Jak okiem siegnąć opadają wody
Dno obrzydliwie śliskie sie wynurza
W ruinach grodów alg sie chwieją brody
Bez ptasia cisza, rybia śmiera w kałużach.
Na szczycie góry w Arce skamieniałej
Stoimy w szoku przesiąknieci wstretem
Po długiej walce z burzą, wichrem, szkwałem
śmieszni jesteśmy pyszniąc sie okretem.
A przecie? mamy dosyć swoich twarzy
Co do historii przejdą tak czy owak
Ka?dy z nas własną wersje ma wydarzen
I nie raz w myślach już ją ubrał w słowa.
Patrzymy wiec na siebie podejrzliwie
I odzyskany świat nam znika z oczu
Gniew nas o?ywia w miejsce pieknych zdziwien
Bóg z ust zgłodniałych śliną nam sie toczy.
Có?, pora iść ; epoka nowa dnieje
W której sie ka?dy z nas sternikiem mieni.
Konczymy naszą sławną odyseje
By sie niezgrabnie ślizgać wśród kamieni.
W świat wypuszczone drapie?ników pary
Już weszą pierwszy łup - istnienia słabe.
Idziemy żyć od nowa w rytmie starym
żeby zbudować naszą Wiee Babel.
|